28 września 2020

Wspólna pielgrzymka i wyjazd integracyjny na Wigry

Jeziora, sanktuaria i jeszcze więcej jezior, czyli nasz pobyt na Suwalszczyźnie!

Zaraz zaraz... na Suwalszczyźnie? A może na ziemi Wigierskiej? Lub Augustowskiej? Względnie na styku Mazur i Podlasia? Zdania są podzielone. Pewne jest jedno: fantastycznie spędziliśmy tam czas!

O wyjeździe integracyjnym słyszeliśmy już od dnia przyjazdu do CFM. Na długo przed nim udostępniono nam plan, który kusił atrakcjami i aż przytłaczał nadmiarem aktywności. Ks. Jan zadbał o to, abyśmy ani przez chwilę się nie nudzili. I tak 22.09.2020r., o godzinie “W” zasiedliśmy w busie, który stał się dla nas miejscem modlitwy, odpoczynku, rozmów, nauki i punktem obserwacyjnym. W drodze do Wigier zatrzymaliśmy się w najmniejszej polskiej katedrze, czyli w Ełku. Wieczorem zostaliśmy ugoszczeni w Rajgrodzie, przepięknej, drewnianej parafii, gdzie stoły uginały się od pyszności, a my nie wiedzieliśmy, co nakładać na talerze. Około dwudziestej pierwszej dotarliśmy na miejsce - pokamedulski zespół klasztorny na wigierskim cyplu otworzył dla nas swoje podwoje, a właściwie eremy.

Jeśli jeszcze nie odwiedziliście tego miejsca, koniecznie to zmieńcie. W tym urokliwym zakątku można poczuć średniowiecznego ducha (może czasem także zobaczyć?...), zaczerpnąć monastycznego oddechu, kontemplować, a w katakumbach podumać nad “memento mori”. A także wspaniale zjeść... Nie bez powodu właśnie to miejsce na odpoczynek wybrał św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki w 1999r. (Naturalnie zwiedziliśmy apartamenty, w których przebywał.) Zarówno Papież jak i śp. Stefan Kardynał Wyszyński byli patronami naszego wyjazdu - dosłownie i w przenośni dreptaliśmy po ich śladach. 

Z tego powodu odwiedziliśmy Sanktuarium Matki Kościoła w Studzienniczej i zapoznaliśmy się z historią tego miejsca, a w tamtejszej Kaplicy na Wyspie uczestniczyliśmy w Eucharystii. 

Później dowiedzieliśmy się, że Matka Boża mieszka w szafce… Jeden z czterech na świecie wizerunków “Maryi Szafkowej” znajduje się w Sanktuarium w Sejnach. (Dociekliwi niech odwiedzą stronę http://santes.com.pl/parafiasejny/madonna/figura-matki-boskiej-sejnenskiej/ .)

Tego dnia odwiedziliśmy gospodarstwo Państwa Milewskich, których - niespodziewanie - odwiedził św. Jan Paweł II. Świadectwo Pana Stanisława, jego radość i entuzjazm wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie, które na długo pozostanie w pamięci. 

Po drodze modliliśmy się na wzgórzu poświęconym ofiarom Obławy Augustowskiej, o której większość z nas nie miała niestety pojęcia…  

Tyle wrażeń… a to dopiero pierwszy dzień.

W drugim poznaliśmy przemiłego pana Przewodnika, który z entuzjazmem odkrywał przed nami uroki okolicy. Zawitaliśmy więc do Suwałk (rodzinnego miasta Czesława Miłosza), nad brzeg Hańczy - najgłębszego jeziora w Polsce, podziwialiśmy panoramy z kilku punktów widokowych, a także zachwycaliśmy się przyrodą w miejscu, którego nazwy nie pamiętam (ale była tam budka obserwacyjna, pomosty nad mokradłami, urokliwy staw, rzeźby ptaków i wiele informacji o lokalnych florze i faunie)...

Po południu czekał nas wycieczkowy rejs po Wigrach, a następnie - przez wielu długo wyczekiwane - kajaki. I tak, nasyceni barwami zachodzącego słońca, migotaniem tafli wody, pluskiem wioseł i szumem drzew, poszliśmy… oczywiście na ognisko. Grill i śpiewanie przy płomieniach były idealnym zwieńczeniem dnia.

W piątek czekały na nas dwa miejsca. W Stoczku Warmińskim usłyszeliśmy historię internowania śp. Kard. Wyszyńskiego. Zwiedzając jego mieszkanie poznaliśmy miejsce, gdzie rozważał Wielkie Zawierzenie Maryi. Z kolei w Świętej Lipce wysłuchaliśmy koncertu danego na słynnych organach, a także uczestniczyliśmy we Mszy Świętej. Potem naturalnie lody, kawa… i w drogę.

Sobota okazała się dla wielu czasem wielkiego odpoczynku i namacalnego obcowania z przyrodą. Dwadzieścia osiem kilometrów - właśnie tyle trwała nasza wędrówka Szlakiem Papieskim. Trasa biegnie wzdłuż Kanału Augustowskiego, którym to płynął nasz wielki rodak. Spokój, zieleń, woda, idealna pogoda, wiele rozmów, modlitw - tak upłynęło nam kilka dobrych godzin. Po drodze zwiedziliśmy też pustelnię, w której swego czasu mieszkał jeden z formujących się w CFM księży - ks. Henryk. Był on naszym przewodnikiem w tym i innych dniach, gdyż pracował w kilku nawiedzanych przez nas miejscach oraz tworzy tamtejsze Szlaki Papieskie (więcej na ten temat: http://szlakipapieskie.eu/pl/home/). Mieliśmy więc informacje z pierwszej ręki. :) Zakończeniem wędrówki była wspaniała kolacja i ognisko.

I tak, nie wiadomo za bardzo kiedy, nastała niedziela. Z satysfakcją za tak dobry czas i ukłuciem żalu, że to już koniec, włożyliśmy torby do bagażnika, pomachaliśmy Wigrom i odjechaliśmy w stronę wschodzącego słońca… prosto do Sokółki, miejsca cudu Eucharystycznego. W tutejszym sanktuarium była sprawowana Msza Święta, a po niej wysłuchaliśmy historii miejsca i cudu. I, co poniekąd istotne, wypiliśmy pyszną kawę w towarzystwie obłędnych ciast i lodów… Ostatnią kropkę na naszej mapie stanowiła Święta Woda. Pozwolę sobie na osobisty zapis: to ta lokacja najbardziej wyryła mi się w sercu. Przy niewielkim Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej znajduje się Góra Krzyży. Od 2000r. pielgrzymi zostawiają tu swoje krzyże, mniejsze i większe, niektóre związane z ważnymi dla historii Polski wydarzeniami, inne istotne dla historii poszczególnych osób. Są ich tysiące… a może jeszcze więcej?

Po odmówieniu Koronki do Bożego Miłosierdzia pokonaliśmy ostatnią, szarą i deszczową, drogę do Warszawy.

Resume?

Wiem, już sporo tekstu za nami (a mogło być więcej, uwierzcie), ale myślę, że na koniec warto przytoczyć, za co jesteśmy Bogu wdzięczni po tym czasie:

  • Za samą możliwość wyjazdu! Za ks. Jana Fecko, który tak wspaniale wszystko zaplanował i się o nas troszczył. 
  • Za wszystkich ludzi, których spotkaliśmy po drodze, którzy nas gościli, obsługiwali, wozili, oprowadzali, poświęcali nam czas i serce.
  • Za opiekę Maryi, która towarzyszyła nam każdego dnia. 
  • Za wiedzę i bezcenne doświadczenia.
  • Za zdrowie, za to, że nikomu nic się nie stało, a z kajaka wypadła tylko jedna osoba…
  • Za wspaniałe jedzenie!
  • Za równie wspaniałą pogodę, ciepłą i słoneczną, której najstarsi meteorologowie się nie spodziewali.
  • Za czas, który mogliśmy spędzić na rozmowach, byciu razem, po prostu na celu wyjazdu - integracji. 

Pewnie można by jeszcze wymieniać, ale skoro klawiatura jest w moich rękach, kończę. Zapraszam Was do obejrzenia zdjęć, które powinny o wiele lepiej przybliżyć opisany czas.

 

 

Oktawia Galbierska - studentka CFM

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
61 0.0626060962677